Osiedle na Ostrowie Tumskim, polemika z betonowym myśleniem!

To jest sensowny tekst dotyczący planowania miasta, dobra płaszczyzna dyskusji dotycząca zmian, które na lata ukształtują albo jak mówi pan prezydent zabetonują Poznań.

https://gloswielkopolski.pl/nimbyzm-rzadzi-poznaniem-mieszkancy-we-wszystkim-sa-na-nie-taka-postawa-moze-nas-wszystkich-drogo-kosztowac/ar/c1p2-27849545?

Mam wrażenie, że osoba prowadząca facebooka pana prezydenta Jaśkowiaka skupiła się na efektownym tytule i wstępie. Na początku odniosłem się merytorycznie do samego tekstu red. Pazia ale później niestety natknąłem się na wpis ogólnie z czapy cyt. JJ – „Jeszcze żaden dziennikarz nie rozprawił się tak z betonozą, która moim zdaniem jest stanem umysłu.” Ten tekst nie jest o tym! Chyba, że pan prezydent chce wytłumaczyć dlaczego kosz na śmieci na zrewitalizowanym Św. Marcinie kosztuje 5 tys. zł, a na innych ulicach 500 zł!

Pr’owiec pana prezydenta pisze: „Często mamy po prostu do czynienia z chęcią wyciągnięcia pieniędzy od miasta, np. pod pretekstem walki o ochronę przyrody.” Ja bym chciał, żeby miejscowe plany czy plan ogólny były konstytucją miejsca, niezależnie, kto jest właścicielem terenu, ale to sam Jacek Jaśkowiak na łamach m.in. Głosu mówi o bliskich relacjach z ekonomem kurii a potem okazuje się, że tam, gdzie mają być czteropiętrowe bloki urzędnik pana prezydenta w projekcie planu ogólnego wrzuca 17 metrowe wieżowce – na osiedlu Maltańskim. Zapewne przez przypadek wpłynie to na ogromy wzrost wartości gruntów do których pretensje rości sobie Kościół Katolicki! To wszystko z hasłem ratowania Malty przed nadmierną zabudową!

Tekst w Głosie jest o urbanistyce, prawda? I o mieszkańcach, którzy – zdaniem redaktora – „wszystkiemu są na nie”? Już we wstępie do obszernego tekstu „Nimbyzm rządzi Poznaniem…” padają stwierdzenia, które z jednej strony upraszczają rzeczywistość, a z drugiej ignorują kluczowe pytania: Jaki jest właściwie cel działań planistycznych? Czy rozwój miasta może pomijać głos mieszkańców?

Urbanistyka to nie tylko układanie klocków w przestrzeni. To świadome planowanie mające na celu poprawę jakości życia, poczucia bezpieczeństwa i ochronę środowiska. Dzięki przemyślanej polityce przestrzennej miasta mogą być bardziej funkcjonalne, estetyczne, zielone – i po prostu ludzkie. To nie jest luksus, to obowiązek.

Dlatego mieszkańcy mają pełne prawo wyrażać swoje poglądy i protestować – w granicach prawa. A urzędnicy mają obowiązek nie tylko słuchać, ale też wyjaśniać i uzasadniać swoje decyzje. Temu przecież służą konsultacje społeczne.

Problem w tym, że coraz częściej te konsultacje okazują się tylko formalnością, bez wpływu na ostateczne decyzje.

Przykład? Proszę bardzo – prezydent miasta odrzucił en bloc wszystkie uwagi Rady Osiedla Stare Miasto do miejscowego planu. Na osiedlu Maltańskim – gdzie dotąd planowano niską, czteropiętrową zabudowę – ktoś „wrzuca” piętnastopiętrowe, 50-metrowe bloki. Pod pozorem „ratowania przestrzeni” uruchamia się nowy plan, ale realnie prowadzi to do jej dalszej degradacji. Na przeciążonej ulicy Warszawskiej hałas przekracza normy (mam ekspertyzy z Urzędu Miasta), zieleni coraz mniej, placów zabaw – jeszcze mniej a parkowanie jest ogromnym problemem. I co? Mieszkańcy mają siedzieć cicho?

Nie sposób nie wspomnieć o inwestycji nad jeziorem przy Termach – oficjalnie to hotel, ale wszyscy wiedzą, że chodzi o apartamenty inwestycyjne. Tym się chwali deweloper, ten sam z dalszej historii o kantorze Krzyżanowskiego.

Przy Garbarach prezydent miasta wydaje pozwolenie na budowę apartamentowca na dwóch działkach, co ma zapewnić spełnienie warunków m.in. odpowiedniej powierzchni biologicznie czynnej. Po zabudowaniu prawie w 100% jednej z działek, druga — z terenem zielonym — zostaje sprzedana. W efekcie inwestycja przestaje spełniać pierwotne warunki, a na sprzedanej działce powstaje nowa zabudowa, jak ma to miejsce na Garbarach, gdzie dodatkowo obudowany będzie zabytek – Pawilon Krzyżanowskiego. Mieszkańcy zamiast optymalnej przestrzeni, otrzymują pogorszone warunki życia. I co mają siedzieć cicho?

Podobnych przykładów jest więcej, np. deweloperskie pożary: spalony młyn na Nadolniku i Zielińcu, spichlerz na Starołęce, powtarzające się pożary Sołtysówki na Łazarzu czy Synagogi na Starym Mieście, zburzenie zabytkowego muru na Szyperskiej przez dewelopera – zbyt często „przypadkowe” zdarzenia torują drogę przeskalowanym inwestycjom. I trudno nie dostrzec w tym wzoru.

Redaktor broni inwestycji na Ostrowie Tumskim, uznając, że katedra „nie będzie zasłonięta z pewnych kierunków”. Ale to nie tylko kwestia widoku – teren nie jest dobrze skomunikowany, wbrew sugestiom autora. Kluczowa jest tzw. pierwsza rama komunikacyjna, o której niemal nikt już nie mówi. Zamiast tego rozbudowuje się Most Chrobrego choć to – w kontekście planowania – rozwiązanie pozbawione sensu. Czy naprawdę budujemy „autostradę” przez środek miasta? To ma być trakt królewski z zamku królewskiego na Ostrów Tumski?

Co z zobowiązaniami deweloperów? Przypomnijmy – teren po szpitalu na ul. Szkolnej miał służyć jako centrum senioralne z zielonymi, otwartymi przestrzeniami.

W zamian mieszkańcy dostaną wielką imprezownię i najem krótkoterminowy – bez zabezpieczenia obsługi komunikacyjnej. Osiedle Portowo na Starołęce nie ma żadnego nawiązania do Warty, choć nazwa brzmi zachęcająco. Podobnie na wyspach Ostrowa Tumskiego – powoływanie się na nowoczesne osiedle Aker Brygge w Oslo to czysta propaganda. Wystarczy spojrzeć na wizualizacje, bez przystani, portu nawiązania do rzeki czy szacunku do dziedzictwa historycznego. Deweloper szuka kupca na zabytkowe budynki!

Zatem pytam: kto tu naprawdę „jest na nie”? Mieszkańcy, którzy domagają się spójnego planowania, zieleni, żłobków, szkoły w zasięgu ręki? Spójrzcie choćby na osiedle Piastowskie, gdzie „komunistyczni” planiści, oprócz przychodni, apteki, pasażu handlowego, czy restauracji pomyśleli też o kościele. Za to urzędnik prezydenta Jaśkowiaka potrafił wydać zgodę przekształcającą teren z restauracją Kasztelańska na dom wypoczynkowy… czyli mikroapartamenty…. Czy były tu pobudki biznesowe, o których pisze na facebooku pr’owiec pana prezydenta?

Czy może są to ci, którzy planują „w zeszycie”, bez rozmowy, a potem mówią mieszkańcom, że nic się nie da zrobić? To jak z filmów Barei – a tu przeniesiemy jezioro!

Miasto to nie układanka – to wspólna przestrzeń. I jeśli mamy żyć w nim godnie, głos jego mieszkańców musi być traktowany poważnie. Nie jako przeszkoda, ale jako fundament każdej decyzji urbanistycznej. A gdyby urzędnicy pana prezydenta słuchali mieszkańców to może wydawali by pieniądze rozsądniej. Do dziś nie mogę się nadziwić, że projektanci byli zaskoczeni wysypiskiem śmieci przy budowie tramwaju na Naramowice. Jego usunięcie kosztowało nas prawie 100 000 000 zł! Przecież każdy mieszkaniec fyrtla o tym wiedział!

I na koniec najważniejsza rzecz, prof. Augustyn Bańka napisał książkę „Społeczna psychologia środowiskowa” o przestrzeni, która jest najlepsza dla człowieka. Czy taka jest ta narzucana przez prezydenta Jaśkowiaka i deweloperów?

Posty na Blogu nie są oficjalnym stanowiskiem Rady Osiedla, a informacją o działaniach i inicjatywach podejmowanych przez radnych

Share

Zobacz również